powrót do strony głównej Kalafus Jan Korcz Janusz Reska Jadwiga kontakt z nami


2006

gif

Szanujmy tych wszystkich co zrobili coś dla Radziejowa

355

265

184

4ś.p.Józef Górczyński

1912-1994

Towarzystwo

miłośników

to moje dziecko

168mój życiorys ( ze zbiorów archiwalnych)

Urodzony dnia 23 maja 1912 roku w Radziejowie w rodzinie młynarskiej, z ojca Rafała i matki Zofii z d. Nowickiej. Już w miesiącu lipcu 1914 roku straciłem ojca, który zabrany na wojnę światową pożegnał nas na zawsze. Wychowywałem się więc z młodszą siostrą pod opieką matki, która środki na utrzymanie nas i matki ojca czerpała w wielkim trudzie i znoju z dzierżawienia wiatraka i 2 ha ziemi. Wiatraki wówczas były na terenie Radziejowa 4. Nasz jednak jako pierwszy zniknął w 1925 r. strawiony doszczętnie pożarem. Edukację swą rozpocząłem w miejscowej tzw. wówczas „Ochronce" zlokalizowanej w obecnym domu p. Pemaków przy ul. Cmentarnej, a prowadzonej przez Polską Macierz Szkolną. Trapiony różnymi dolegliwościami szkołę podstawową ukończyłem wraz z ośmioma jeszcze absolwentami w roku 1928 wycieczką do stolicy naszej Warszawy, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Cały rok szk. 1928/29 zmuszony byłem pozostać w domu, gdzie pomagałem strudzonej matce w prowadzeniu 2-hektarowe go „gospodarstwa", zaspokajając głód wiedzy wertowaniem miejscowej biblioteki Polskiej Macierzy Szkolnej, a także biorąc udział w amatorskich przedstawieniach różnych sztuk teatralnych reżyserowanych przez ks. Jana Wieczorka, lub profesjonalistę aktora teatru w Poznaniu p. Z. Nowakowskiego, wystawianych na rzecz odbudowy kościoła klasztornego w związku ze zbliżającą się 600-na Rocznicą Zwycięstwa pod Płowcami. Poza tym ćwiczyłem w miejscowym Towarzystwie Gimnastycznym „SOKÓŁ", aby wziąć udział w światowym Zlocie członkami tej organizacji w Poznaniu podczas trwania Powszechnej Wystawy Krajowej w lecie 1929 roku.

Obraz ćwiczących razem kilku tysięcy „Sokołów" przy dźwiękach Poloneza Ogińskiego „Pożegnanie Ojczyzny" utkwił mi na zawsze w pamięci.

 

Dzięki zadeklarowanej pomocy rodzeństwa ze strony matki wstąpiłem we wrześniu 1929 r. do Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Nieszawie, wspaniałej placówki oświatowej, formującej osobowości prawdziwych nauczycieli społeczników wyposażonych należycie w ciągu 5-ciu lat w arkana wiedzy z zakresu psychologii, pedagogiki, metodyki, hist. wychowania i in. Tam też zdobyłem zawód introligatora, brałem poza tym udział w pracach klubu radiowego, teatralnego i sportowego.

Kończącemu Seminarium w 1934 roku sądzone mi było przeżycie tragicznych wstrząsów, bo oto podczas składania matury otrzymałem wiadomość o przedwczesnej śmierci [matki] w wieku 44 lat. Drugim ciosem był zakaz ministra WRiOP Jędrzejewicza zatrudniania absolwentów seminariów naucz, bez dodatkowej rocznej praktyki bezpłatnej, na którą nie byłem w stanie już sobie pozwolić poza miejscem zamieszkania.

Powróciłem do opustoszałego domu z dyplomem nauczyciela /siostrę wysłał stryj do szkoły krawieckiej we Włocławku/ walcząc o uzyskanie jakiejś płatnej pracy, aby się utrzymywać. Niestety ani artykuły do gazet ani wstawiennictwa różnych osobistości nie pomagały. Popadałem w skrajną depresję. Na ratunek pośpieszył mi wówczas opiekun bezrobotnych radziejowskich zacny ksiądz Jan Wieczorek oraz przyjaciółka mej siostry a następnie małżonka moja, z którą pobrałem się 26 grudnia 1934 roku jako bezrobotny, ale następnie już rodzinny pomocnik w gospodarstwie teścia, nie przestając zabiegać uporczywie o płatną posadę nauczycielską, którą wreszcie otrzymałem dnia 11 marca 1935 r. w powiecie pułtuskim, ale po wysłaniu listu do samego Marszałka J. Piłsudskiego.

Pracę podjąłem z entuzjazmem mimo bezpłatnych wakacji najpierw w Serocku n/N, potem w Pobyłkowie Dużym, gdzie zmarł mi znowu syn pierworodny, następnie w Borsukach i wreszcie w Wyszkowie n/B. W Pobyłkowie Dużym i Borsukach uczyłem sam jeden w tzw. jednoklasówkach /4 oddziały/ po 120 dzieci w każdej szkole. W międzyczasie zmarła mi siostra po rocznym pobycie w szpitalu.

Wojna zaskoczyła mnie podczas pobytu na wakacjach u teściów w Radziejowie- Dzięki temu uniknąłem aresztowania w Wyszkowie n/B. 

Jednakże Niemcy rozpoczęli poszukiwania mnie i tutaj w Radziejowie, zmuszając do ukrywania się w różnych punktach miasta, gdzie prowadziłem tajne nauczanie w zakresie szkoły powszechnej, Noce jednakże spędzałem w różnych zabudowaniach gospodarczych /stajniach, oborach, a w lecie stodołach/.

Później pracowałem jako robotnik rolny, cieśla, introligator i wreszcie jako księgowy w prywatnym składzie materiałów budowlanych. Nieustannie taiłem czując się zagrożonym, swoje przygotowanie zawodowe jako nauczyciel, aby uniknąć losu moich kolegów.

Prześladowała mnie bowiem często wizja senna kamieniołomów z czarnym napisem na ścianie wyrąbiska ZUM TODE /do śmierci/.

 

Pech chciał, że pod koniec okupacji następca zmarłego szefa zakładu, w którym pracowałem, skoligacony ściśle z GESTAPO uporczywym dociekaniem odnośnie mego zawodu uprawianego przed wojną, doprowadził mnie do zawału serca.

Dzień więc wyzwolenia Radziejowa, 20 stycznia 1945 roku był dniem euforii dla mieszkańców miasta i początkiem entuzjastycznego działania dla mnie osobiście w zakresie reaktywowania szkolnictwa w rodzinnym mieście.

W pierwszej kolejności zabraliśmy się z wysoce patriotycznie nastawionym brukarzem p. Ciemnym W. do uporządkowania gmachu szkoły podstawowej, która wkrótce po ukazaniu się nauczyciela przedwojennego w Radziejowie p. Krysiaka Tadeusza i 5 jeszcze nauczycielek rozpoczęła swą działalność z ogólna liczbą ponad 800 dziećmi. Następnie przyszła kolei w wyniku powszechnego zapotrzebowania na uruchomienie szkoły ponadpodstawowej, i tu trzeba było się zaangażować. I tak od września 1945 roku powstaje Samorządowe Gimnazjum Koedukacyjne w Radziejowie, w którym z braku kadry również znajduję zatrudnienie w charakterze nauczyciela historii.

l wreszcie w 1947 r. przyszła kolej na uruchomienie na wniosek Kuratorium Okręgu Pomorskiego w Toruniu pierwszej w historii Radziejowa szkoły zawodowej, bardzo atrakcyjnej zwłaszcza dla młodzieży z rodzin mniej zamożnych, pragnącejmożliwie szybko zarobkować w wyuczonym zawodzie. Atrakcyjność szkoły zawodowej rosła z każdym rokiem przyciągając młodzież z odległych nawet stron. Tu bowiem zorganizowaliśmy warsztaty szkolne, internat, zespól orkiestry instrumentów dętych /jedyny w Radziejowie/ i mieszanych. Tu działał sprężyście szkolny klub sportowy „Zryw". Tu organizowaliśmy coroczne wystawy obrazujące całoroczny dorobek młodzieży, tu odbywały się pamiętne zabawy i bale sylwestrowe dla rodziców, przynoszące pokaźne zyski obracane na dalszą rozbudowę szkoły. Tu wchłonęliśmy młodzież siostrzanych szkół zawód.w Dobrem, Piotrkowie Kuj. i Kowalu, które uległy likwidacji.

Kadrę pedagogiczną kompletowałem najchętniej złudzi samotnych, dla których szkoła była drugim domem i dla niej się poświęcali nauczyciele bez reszty wykonując razem z młodzieżą po lekcjach prace społecznie użyteczne w 5 punktach miasta, gdzie mieliśmy swe pomieszczenia szk. dostosowywane do potrzeb szkoły, bądź wznoszone od fundamentów jak np. duży barak pod warsztaty szk. i internat, nowy budynek przy ul. Rzemieślniczej, salę gimnastyczną i kuźnię z magazynami przy ul. Zachodniej oraz adoptując stodołę PGR przy ul. Parkowej na wytwórnię siatek ogrodzeniowych /dziś siedziba PZMot/.

Wszelkie prace związane z poszerzaniem i wzbogacaniem bazy szk. prowadzone były systemem gospodarczym pod kierownictwem fachowca przy niesamowitym zaangażowaniu nauczycieli, pracowników administracyjnych i gospodarczych. Na najwyższe uznanie zasłużyli: kier. warsztatów szk. Władysław  Pilichowski, kier. internatu i nauczyciel J. Stachura, Wł. Hausner, M. Kotas, W. Idrjan, Z. Wróblewski, Dionizy, Czesław i Jan Wojciechowscy oraz J. Górczyński /junior/

twórca wzorcowej w województwie pracowni technologicznej. Dyrektorując w „Zawodówce" i ucząc z braku kadr w Gimnazjum kontynuowałem studia wyższe na Instytucie Pedagogicznym w Warszawie systemem zaocznym i ukończyłem je pomyślnie w roku 1951.

Pasjonując się pracą społeczną ponad 20 lat brałem udział w pracy rad narodowych: miejskiej, powiatowej i wojewódzkiej zarówno w Bydgoszczy jak i we Włocławku z tym, że w latach 1961-65 przypadł mi w udziale zaszczyt reprezentowania Ziemi Radziejowskiej w III kadencji Sejmu.

Tymczasem rozwijająca się wspaniale szkoła zawodowa nie była już w stanie przyjąć zgłaszających się kandydatów do 5 zawodów, w jakich już szkoliliśmy. Potrzebna była nowa szkoła z prawdziwego zdarzenia. Jak ją uzyskać w Radziejowie?

Powodowany intuicją wybrałem się osobiście do Ministerstwa Oświaty skąd przywiozłem nadspodziewanie pełną dokumentację projektową szkoły wraz z zapewnieniem, że dyrektywa o włączeniu do planu bud. szk. w woj. Bydgoskim na rok 1961 szkoły zawód, w Radziejowie wyjdzie niezwłocznie.

Zaskoczenie dla władz wojewódzkich i powiatowych było niesamowite. Ale już l września 1962 roku ponad 500 młodzieży w tryumfalnym pochodzie z orkiestrą na czele udało się ze starej do nowej szkoły, całkowicie wyposażonej w nowy sprzęt i pomoce naukowe, aby uczestniczyć wraz z przedstawicielami władz i społeczeństwa w uroczystym otwarciu szkoły i rozpocząć w niej zajęcia.

Potem przyszła kolej na internat nowy i warsztaty szkolne, I tak powstał cały kombinat nazwany przez niektórych złośliwców bydgoskich „kobyłą radziejowską" I tak jeszcze musieliśmy dobudować pawilon dla specjalności kucharz oraz halę produkcyjną przy warsztatach szk. Boiska sportowe i skwerki wykonała młodzież w ramach czynów społecznych.

Nie uniknęliśmy jednak wielu perturbacji z geologiem wojewódzkim. Cały rok trwała z nim walka o zezwolenie na wiercenie studni ponad 50 m. On twierdził, że to będzie syzyfowa praca, bo Radziejów wody głębinowej nie posiada. Tymczasem wodę taką uzyskaliśmy na głębokości 73 m, zaopatrując nie tylko szkołę ale i miasto.

Fakt ten dal podstawę naszym władzom powiatowym do ubiegania się o budowę szpitala w Radziejowie i innych obiektów w mieście. Jako siedziba władz powiatowych Radziejów stawał się coraz piękniejszy dzięki m- in. młodzieży naszej szkoły, która angażowała się chętnie z wychowawcami do porządkowania miasta i jego przyozdabiania, realizując różne prace w ramach czynów społecznie użytecznych. Zakład nasz stawiał bowiem na wychowanie przez pracę poprzez realizację czynów społecznie użytecznych, na temat których m. in. zabierałem głos na sesji budżetowej Sejmu w grudniu 1964 r.

 

Rezultatem czynów społecznych jest m. in. stadion sportowy, na którym klub sportowy „Start", któremu przewodniczyłem przez kilka kadencji odnosił wspaniałe sukcesy, a młodzież naszej szkoły podczas spartakiad międzyszkolnych zdobywała w rozgrywkach zawsze I-sze miejsce.

Chcąc pomóc starszej generacji w zdobywaniu kwalifikacji zawodowych organizowaliśmy pod egidą Z.D.Z. kursy przygotowujące do egz. czeladniczych i mistrzowskich, zwłaszcza dla murarzy, którzy w ramach egzaminów praktycznych wykonywali nam bezpłatnie różne prace m. in. obok internatu wybudowali nam chlewnię, a przed szkoła okazałą fontannę.

Przy szkole tut. powstało w roku 1962 społecznie działające Towarzystwo Miłośników Kujaw, staraniem którego zorganizowano zespół folklorystyczny „Kujawy" oraz wciąż wzbogacana i udostępniana zwiedzającym Izba Regionalna nazywana już muzeum radziejowskim.

We wzorowo układającej się współpracy Towarzystwa przede wszystkim z Radziejowskim Domem Kultury, a następnie Rejonową Biblioteką Publiczną i do roku 1990 z placówką kombatancką przyczynialiśmy się z powodzeniem i przyczyniamy do upowszechniania kultury na Ziemi Radziejowskiej, mając poza sobą już tak poważne akcje jak:

zorganizowanie 2-dniowej Sesji Naukowej w 725 rocznicę istnienia Radziejowa jako miasta

 

28Józef Górczyński

wspomnienia o działalności w sferze oświaty niebawem

c